Prolog
Ciepły lipcowy wieczór i my – dwójka smarkaczy ścigająca się do rosnącej nieopodal wierzby. Ukradkowe spojrzenia Kim – dziewczyny z sąsiedztwa; biednej, smutnej laleczki, która myśli, że może mieć każdego, będąc z bogatego domu. Spoglądała na naszą świetną zabawę, a w szczególności pożerała wzrokiem Ravena, który zyskiwał w biegu dużą przewagę, za dużą. Huśtawka, na której siedziała, skrzypiała niemiłosiernie, co powodowało u mnie chęć naoliwienia jej, choćby zwykłą margaryną zwędzoną z lodówki. Przez to moje jakże wielkie skupienie na rzeczy tak mało istotnej, zostałam daleko w tyle. Chcąc nie chcąc, przyspieszyłam i tak już ledwo dysząc. Dobra kondycja z całą pewnością nie była moją mocną stroną. Zapewne zechcecie wiedzieć dlaczego. Dlaczego sprawiając wrażenie wysportowanej, wcale taka nie byłam? Historia mojego dzieciństwa jest tak nudna, jak opowieść o mojej wyimaginowanej babci, robiącej cały Boży dzień majtki na drutach. Dlatego chciałabym potraktować ją w odpowiedniejszy sposób, a nie marnować teraz czas na te nudnawe żale.
Bardzo chciałabym powiedzieć, że pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj, kiedy dobiegłam w końcu do tej przeklętej wierzby i padłam na ziemię, robiąc aniołka w błocie. Prawda jest taka, że nie pamiętam. Nic.
- A potem będziesz narzekać, że wyglądasz jak idź stąd i nie wracaj – odezwał się Raven. Przez chwilę miałam ochotę to zignorować, ale co mi tam.
- Dzięki za troskę, ale ja zawsze tak wyglądam, czego bym nie zrobiła. – Położył się obok mnie i stworzył podobnego aniołka. Usiadłam i spojrzałam na niego w niemałym zaskoczeniu. On natomiast dalej leżał, wpatrując się w jasnoniebieskie niebo, na którym kłębiły się białe chmury, tworząc śmieszne dla wyobraźni obrazy.
- Czemu nie możemy wyglądać tak razem? – odpowiedział pytaniem na mój wyraz twarzy. – Nie chcę żebyś wyjeżdżała – dodał po chwili.
- Mieliśmy nie zaczepiać tego tematu do końca dnia.
- Już jest koniec dnia – zauważył. Rzeczywiście, miał rację. Słońce zachodziło powoli, a cień ogarniał już większość placu, aby po chwili zamienić się w całkowitą czerń. Niechybnie zbliżał się temat, którego nie miałam nawet najmniejszej ochoty zaczynać. Ale przecież kiedyś było trzeba.
Momenty pożegnań są najgorsze. Zawsze płakałam na tych głupich filmach, kiedy kończyły się w pożegnalny, bezpowrotny sposób. A teraz zdałam sobie sprawę, że właśnie biorę w jednym z nich udział. Spuściłam głowę i odwróciłam ją w stronę pustej już huśtawki, jednak wciąż będącej w ruchu, co za tym idzie skrzypiącej. A to psuło nastrój. To był ten jedyny dowód, że nie jest to żaden amerykański film, a realny świat, w którym nic nie jest doskonałe. Nawet ten moment, podczas którego miałam nadzieję, że się nie rozkleję.
- Mam nadzieję, że chociaż wrócisz szybko – wyrwał mnie z moich marnych rozmyślań Raven. Sprawiło to pogorszenie i tak złego już samopoczucia. Dół w moim środku powiększał się coraz szybciej. Pewnie śmiesznie to brzmi, ale taka prawda.
- Przecież się wyprowadzam – powiedziałam cicho.
- Tak, ale chyba odwiedzisz przyjaciela, co?
- Mam jedenaście lat. Matka mi nie pozwoli. Poza tym, wyjeżdżam do całkiem innego kraju. To bardzo daleko.
- W takim razie obiecaj mi coś. – Raven spoważniał nagle, co było naprawdę rzadkim zjawiskiem. Odkąd pamiętam, a pamięć mam bardzo dobrą, niekończące się żarty były u niego na porządku dziennym. Co to oznacza? Żadnej sprawy nie traktował poważnie. Burak jeden, wszystkie moje zwierzenia uznawał za niezwykle ważne, w ironicznym tego słowa znaczeniu.
- Co? – Tym razem to ja się roześmiałam z nie pasującej do niego powagi.
- Obiecaj, że kiedyś będziemy razem. – Spojrzałam na niego jak na dziewiąty cud świata. Tak, dziewiąty, bo za ósmy uważałam go już od dawna. Ale że niby ja? Że niby co? Nie żeby mi coś w tym przeszkadzało, ale zapewne za kilka ładnych lat moje postrzeganie świata diametralnie się zmieni. A co jeśli zaczną mi się podobać faceci szukający przygód, typu James Bond, a nie zwykli ‘podwórkowcy’ ze sflaczałymi mięśniami, choć przyznaję – dużo większymi od moich, i z rozczochraną wiecznie czupryną brązowych kłaków na głowie? Moja odpowiedź wydobyła się ze mnie, zanim zdążyłam w ogóle pomyśleć. A mama przecież zawsze powtarzała: ‘Więcej myśl, mniej rób’.
- Obiecuję. – Dlaczego to zrobiłam? O matulu, nie mam pojęcia i nie pytajcie mnie lepiej o to. Przecież było prawie pewne, że już nigdy więcej się nie spotkamy. Taka uroczysta niemal przysięga, bo złożona w blasku księżyca pod wierzbą, którą oboje ukochaliśmy jako nasze drzewko przyjaźni, była zupełnie bez sensu. A przynajmniej ja takowego nie widziałam. Do tego zachciało mu się przypieczętować przyrzeczenie krwią. Co za prymitywny sposób składania obietnic, nie mówiąc już o boleśnie piekącym, wskazującym palcu prawej ręki. I dziwne, że miał ze sobą kartkę. Zaradny jak zawsze Raven kazał mi odcisnąć ślad mojego palca na małym świstku, po czym obok odcisnął również swój. Zmiął kartkę i włożył ją do środka słoika, który o dziwo, również miał przygotowany.
- Zakopiemy to tutaj – powiedział. – A kiedy już będziemy dorośli, odkopiemy i spełnimy słowa przysięgi. – Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem i zgadzam się na te warunki. Teraz może wydawało się to dobrą zabawą, ale co będzie za te kilka lat? Czy dalej będę miała ochotę na te dziecinne zabawy? I czy obietnica się kiedykolwiek wypełni?
Wstałam i otrzepałam najbardziej zabłocone miejsca mojego ubioru, a przedstawiał się nadzwyczaj skromnie. Ot, taka zwykła bluzeczka na ramiączkach i krótkie, porwane na pośladkach spodenki. Najśmieszniejsze było to, że w przeciwieństwie do innych mi to wcale nie przeszkadzało. A oni naśmiewali się, abym poczuła się urażona. A niech Bóg ma ich w opiece, kiedy coś sobie porwą.
Przechodząc do powodu mojej przeprowadzki. Nowa szkoła. Tak, nowa szkoła bez Ravena przerażała mnie tak bardzo jak samotny powrót do domu przez ciemny park. Tyle że nigdy nie szłam przez niego sama. Raven zawsze odprowadzał mnie pod same drzwi. Nowa zaś szkoła przeznaczona była dla mnie. W to miejsce nie mogłam zabrać najlepszego przyjaciela i prawdę mówiąc – jedynego. To wyzwanie musiałam podjąć zupełnie sama, bez żadnej podpórki.
- Pamiętaj. – Raven odwrócił się i odszedł, a ja stałam i wpatrywałam się w jego znikającą sylwetkę, błagając, aby się odwrócił, ten ostatni raz. Bóg wysłuchał mojej prośby. Przyjaciel pomachał mi pożegnalnie ręką, przywołując na twarz wymuszony uśmiech.
- Obiecuję – szepnęłam, kiedy nie było go już widać. Dziwne, nawet nie płakałam. Na razie.
Lily 13/12/2008 19:38:14 [
Powrót]
Komentuj
Świetnie napisane opowiadanie! CZekam na więcej, bo jestem tak ciekawa, jak się potoczą losy tych młodych ludzi. Ja nic nie mam przeciwko Harvardowi, ale wolałabym, żeby szła do Oxfordu... Te opowiadanie jest takie romantyczne, że brak mi słów! CZekam na następne rozdziały. I mam nadzieję, że będą one częściej. Co powiesz na jeden rozdział w tygodniu???? Pozdrawiam!
Andzia:DD 2/01/2009 14:31:48
| brak www IP: 83.23.12.65
U mnie nowa notka. Zapraszam :P www.ashen.blog.onet.pl
Ashen 20/12/2008 17:59:39
| brak www IP: 83.11.127.217
Oczywiście, że będę cię informować o nowych notkach :) ty mnie tez informuj:) a i dodaje cię do linek :) www.ashen.blog.onet.pl Super piszesz:P
Ashen 16/12/2008 20:11:04
| brak www IP: 83.28.162.109
Ale nie żeby coś... Pisałam Ci już cokolwiek, gdziekolwiek lub jakkolwiek słowem - ale weszłaś kiedyś na mój bloguś kiedyś już???
Puf! 16/12/2008 18:28:04
| brak www IP: 83.10.224.156
Zajrzałam na twój blog z reklamy, i patrze że masz w mnie w fav . Niemożliwe, komuś spodobał się mój blog! Zaraz zacznę czytać , jak tylko skończę notkę.
sunrisse 15/12/2008 15:58:04
|
http://sunrisse.blog4u.pl IP: zalogowany
SUPER!!!
Becia 14/12/2008 16:20:11
| brak www IP: 83.9.40.125
I znowu zaczynasz od nowa. :)) Przyznam, że nie pomyślałabym o bohaterce jako o 11 - latce. Mam nadzieję, że dalej będziesz pisać tak, że ja, przeciwniczka opowiadań, będę z chęcią to czytała. :) Pozdrawiam. :*
Paulina 14/12/2008 16:09:00
| brak www IP: 80.54.101.254
"Człowiek wolny jest nieprzewidywalny. Nie tylko dla innych. Przede wszystkim dla siebie."
Jak iż jestem u ciebie w fav. informuje o III rozdziale.
asm. 14/12/2008 14:45:45
| brak www IP: 83.28.213.168
dziękuję ci za miły komentarz ;) Twoje zapowiada się na też niczego sobie ^^ Bardzo chętnie poinformuję cię o nowych rozdziałach.
Marien 14/12/2008 14:10:59
| brak www IP: 88.220.176.26
Naprawdę świetnie napisane! Będę wpadać po więcej:)
Kaja 14/12/2008 11:41:44
| brak www IP: 83.20.237.65
Podstrona:
*1* /
2